środa, 18 lutego 2015

5. Weasley'owie

- Harry! 
  Ron i Hermiona siedzieli przy stoliku w lodziarni. 
  - Słyszeliśmy, że tutaj teraz jesteś - wyjaśnił Ron. - Serio? Uciekłeś od tych mugoli? 
  - Ron! - zganiła go Hermiona. - Harry'emu mogło się coś stać! 
  - Ale nic się nie stało - powiedział Harry, dosiadając się do przyjaciół. - Skąd wiedzieliście, że tu jestem?
  - Tata - odparł krótko Ron.
  Pan Weasley pracował w Ministerstwie Magii.
  - Harry, jeśli naprawdę uciekłeś od mugoli, to było bardzo głupie - powiedziała z powagą Hermiona. - Przecież z Azkabanu uciekł Black!
  - Ta, i na pewno on i Bellatrix Lestrage zada sobie trud, by spacerować Privet Drive - Harry wywrócił oczami.
  Hermiona otworzyła usta, jakby miała coś powiedzieć, ale Ron jej przerwał. 
  - Chodź, Harry, mama chciała cię zobaczyć!

☆★☆

W Dziurawym Kotle zastali pana Weasley'a pochylonego nad gazetą. 
  - Witaj Harry! - powiedział.
  Tata Rona odłożył gazetę na bok. Na pierwszej stronie widziały zdjęcia Bellatrix Lestrage i Syriusza.
  - Jeszcze ich nie złapali? - spytał Harry, wskazując na gazetę. 
  Pan Weasley spojrzał w tym kierunku.
  - Nie, jeszcze nie - odpowiedział. - Knot każe wszystkim ich szukać...
  W tym momencie do środka weszła pani Weasley i rodzeństwo Rona: Percy, Fred, George i Ginny. 
  - Och, witaj Harry! - zawołała pani Weasley, kładąc zakupy na krześle. - Może już słyszałeś? - mama Rona wskazała na błyszczącą odznakę na piersi Percy'ego. - Drugi prefekt naczelny w naszej rodzinie! I Fred też został mianowany prefektem!
  Harry zdusił śmiech. 
  - Fred? - spytał. Trudno było sobie wyobrazić Freda lub George'a, z których każdy miał więcej szlabanów na koncie niż pozostali Weasley'owie razem wzięci, jako prefekta.
  Fred wyszczerzył zęby. 
  - To żeby pilnować George'a - wyjaśnił. 
  - A Percy żeby pilnować Freda - dodał George. - Fred będzie mógł teraz bezkarnie łobuzować, więc teraz to on będzie podkładał Łajnobomby pod gabinet Filcha. 
  - George! - krzyknęła pani Weasley.
  - Tylko żartowałem! 
  Gdy pani Weasley odeszła, Fred pochylił się w kierunku Harry'ego. 
  - George nie żartował - szepnął. 
  Pan Weasley westchnął z rezygnacją.

☆★☆

Harry wyjął z kufra kawałek pergaminu, pióro i butelkę atramentu.

Tato, mamo i Syriuszu,
jestem teraz w Dziurawym Kotle. Chciałbym,
ż
ebyście mi coś wyjaśnili. 
  Gdy tu dotarłem, czekał na mnie Knot i wygl
ą
dał, jakby bał się, że coś mogło mi się stać. Potem moja przyjaciółka Hermiona, gdy dowiedziała się, że opuściłem Dursley'ów, wyglądała na zaniepokojoną i powiedziała, że (tu cytuję): 'Harry, to było bardzo głupie! Przecież z Azkabanu uciekł Black!'. Możecie mi wyjaśnić, dlaczego według nich Syriusz mógłby chcieć mi coś zrobić?
 
Harry

Harry podszedł do klatki z Hedwigą.
  - Zanieś to do Doliny Godryka - powiedział.

☆★☆

Hermiona leżała na łóżku w pokoju w Dziurawym Kotle. Obok niej spała Ginny, lecz Hermiona nie była zmęczona. Przypomniała sobie podsłuchaną rozmowę państwa Weasley'ów.
  - Molly, Harry ma prawo wiedzieć! 
  - Ale Arturze, to go przerazi!
  - Harry nie jest dzieckiem! Wiem, że Knot chce go tak traktować, ale on musi wiedzieć. Ron i Harry byli już dwa razy w Zakazanym Lesie! W tym roku nie mogą sobie na to pozwolić. Dopóki Black jest na wolności...
  - Ale kiedy Harry dowie się, co Black zrobił...
  - Nie dowie się, przynajmniej ja mu nie powiem.
  - Arturze, Harry będzie w Hogwarcie! A gdzie Dumbledore, Harry będzie bezpieczny. Skąd w ogóle ten pomysł? 
  - Knot był w Azkabanie tej nocy, co Black uciekł. Strażnicy powiedzieli mu, że Black od jakiegoś czasu mówił przez sen, wciąż te same słowa: On jest w Hogwarcie, on jest w Hogwarcie... Molly, Black to szaleniec, który chce śmierci Harry'ego, a Bellatrix Lestrage mu pomaga.

4. Błędny Rycerz

Harry doszedł do Magnoliowego Łuku, kiedy uświadomił sobie, że nie zdoła dociągnąć swojego kufra aż do Londynu. Planował pójść do Dziurawego Kotła, ale i bez ciężkiego bagażu zajęłoby mu to bardzo dużo czasu.
  Harry zatrzymał się. Nie wiedział, co może zrobić. Po chwili namysłu otworzył kufer i wyjął z niego Zeszyt Zaklęć. Zaczął przerzucać kartki w poszukiwaniu jakiejś pomocy. No ale jakie zaklęcie może mu się przydać?
  Na końcu Zeszytu znalazł krótką notatkę:

Jako źródło transportu w nagłych wypadkach polecamy Błędnego Rycerza. Wyciągnij różdżkę przed siebie i nią machnij.

Harry poszedł za radą Zeszytu. Po chwili zobaczył błysk światła i przed nim na drodze pojawił się wielki, trzypiętrowy autobus.
  - Witam, nazywam się Stan Shunkpie - z pojazdu wyskoczył młody chłopak. - Zapraszam na pokład Błędnego Rycerza...
  - Zawieziecie mnie do Londynu? - przerwał mu Harry.
  - Ta, jasne, właź do środka - powiedział Stan. - To będzie kosztowało 11 sykli, ale za 14 możesz dostać też gorącą czekoladę, a za...
  Harry wcisnął Stanowi w dłoń pieniądze. 
  - Ktoś ty w ogóle? - spytał Stan.
  Harry zawachał się. Nie lubił być sławny. 
  - Harry - powiedział. 
  Stan pomógł mu wnieść ciężki kufer do środka, po czym poradził mu, by czegoś się złapał. Ledwo Harry zacisnął dłoń na jakiejś poręczy, gdy autobusem szarpnęło i prawie odrzuciło chłopca na drugi koniec pojazdu. Harry usiadł na najbliższym łóżku, wciąż kurczowo trzymając się poręczy. 
  Stan zaczął czytać gazetę czarodziejów, Proroka Codziennego. Na pierwszej stronie zobaczył zdjęcie czarnowłosej kobiety.
  - Kto to? - spytał Harry, wskazując na poruszające się zdjęcie. 
  Stan również spojrzał w tym kierunku.
  - Gdzieś ty był, Harry? - powiedział. - To Bellatrix Lestrage, uciekła z Azkabanu. Ministerstwo już ma problemy z Blackiem,  a teraz jeszcze Lestrage...
  Stan wręczył mu gazetę.

DRUGA UCIECZKA Z AZKABANU


Bellatrix Lestrage, kuzynka uciekłego w zeszłym tygodniu z Azkabanu Syriusza Blacka, wydostała się z więzienia, gdzie trafiła za torturowanie Franka Longbottoma i jego żony. Dziennikarze Proroka Codziennego pytają Ministra Magii, Korneliusza Knota, co zamierza zrobić z tymi ucieczkami. 
Szukamy Blacka i Lestrage, znajdziemy ich niedługo, mówi Knot, i obiecuję, że takie ucieczki z Azkabanu już nigdy się nie powtórzą.
Przypominamy, że to samo mówił Knot po ucieczce Blacka.
                          
- Nieźle, nie? - powiedział Stan.

☆★☆

Po jakimś czasie Błędny Rycerz się opróżnił, a Harry został ostatnim pasażerem autobusu.
  - Gdzie dokładnie do Londynu, Harry? - spytał Stan.
  - Do Dziurawego Kotła - powiedział Harry.
  - A, na Pokątną, co?
  Autobus pomknął ulicami Londynu i po chwili zatrzymał się przed Dziurawym Kotłem.
  Harry wyszedł z autobusu, a Stan pomógł mu wynieść jego kufer. Harry pożegnał się i ruszył w stronę pubu.
  W środku czekał na niego Minister Magii.
  - Witaj, Harry - powiedział. - Mogę z tobą porozmawiać?

☆★☆

- Nazywam się Korneliusz Knot i jestem Ministrem Magii - powiedział Minister, gdy on i Harry znaleźli się już w odosobnionym pokoju Dziurawego Kotła.
  Myśli Harry'ego biegły w jego głowie. Po co Knot chciał się z nim spotkać? Może jednak tamto zaklęcie nie podziałało i zostanie wyrzucony za trzy zaklęcia?
  - Harry, źle zrobiłeś, uciekając od swojego wuja i ciotki - kontynuował Minister, kiedy zobaczył przerażony wyraz na twarzy chłopca. - Harry, czym się martwisz?
  Harry odetchnął z ulgą. To oznaczało, że jednak nikt nie dowiedział się o nielegalnym użyciu trzech zaklęć.
  - Po prostu myślę, że jeśli nagle interesuje się tobą Minister Magii, prawdopodobnie zrobiło się coś złego, proszę pana - wyjaśnił Harry.
  Knot uśmiechnął się, chociaż Harry zauważył, że i Minister był zaniepokojony. 
  - No, Harry, z tego co wiem, to nie zrobiłeś ostatnio nic sprzecznego z prawem - powiedział Knot.
  - Więc dlaczego chciał się pan ze mną spotkać, panie Ministrze? - spytał Harry.
  - Chciałem się upewnić, że z tobą wszystko w porządku - wyjaśnił Knot.
  - A dlaczego miałoby mi się coś stać? - zdziwił się Harry.
  - No, ale na szczęście trafiłeś tu cały i zdrowy - Knot zignorował pytanie Harry'ego. - Chciałabym cię prosić, byś tutaj został, nie wychodził w nocy i nie oddalał się poza ulicę Pokątną. Obiecasz mi to?
  - Ale dlaczego...?
  - Ostrożności nigdy nie za wiele. Obiecujesz? - nalegał Minister Magii. 
  - No... Dobrze...
  Knot odetchnął z ulgą. 

  - Wspaniale. Zapytam Toma, czy są jakieś wolne pokoje.

3. Zeszyt Zaklęć

Rano Harry zszedł na śniadanie z różdżką i Zeszytem Zaklęć w kieszeni. Dursley'owie siedzieli przed telewizorem w kuchni i jak zwykle zignorowali Harry'ego.
  Harry usiadł na sofie obok wuja Vernona i spojrzał na telewizor. Spiker właśnie informował o zbiegłym więźniu.
  - ... jeśli ktoś go zobaczy, proszę zadzwonić na policję. Prosimy także o zachowanie ostrożności...
  - O kim mówią? - spytał Harry, częstując się ciasteczkiem z miski stojącej na stole.
  Wuj Vernon spojrzał na niego.
  - O zbiegłym więźniu, Syriuszu Blacku - powiedział. 
  Harry zaksztusił się ciasteczkiem.
  - O kim?!
  - Nie przeszkadzaj - zganiła go ciotka Petunia, przysuwając się bliżej telewizora.
  - ... Minister Rolnictwa informuje, że... - powiedział spiker. 
  Wuj Vernon uderzył dłonią w stół.
  - Nie powiedzieliście, skąd ten Black uciekł! - krzyknął w stronę telewizora. 
  - Z Azkabanu - powiedział cicho Harry, sięgając po kolejne ciastko.
  Wuj, ciotka i Dudley spojrzeli na Harry'ego. 
  - Skąd? - spytała ciotka Petunia.
  - Z Azkabanu - powtórzył spokojnie Harry. - To takie więzienie czarodziejów. 
  Wuj Vernon spojrzał na siostrzeńca ze złością. 
  - Nie mów takich słów w moim domu! - wrzasnął. 
  Harry nie przejął się tym. Teraz, kiedy mógł używać magii, nie miał zamiaru słuchać się wuja.
  - Syriusz Black trafił do Azkabanu za morderstwo - kontynuował Harry, udając że nie usłyszał. - Był przyjacielem moich rodziców. 
  Dudley spojrzał na Harry'ego szeroko otwartymi oczami, a następnie pisnął i pobiegł do swojego pokoju. Ciotka Petunia zawachała się, ale poszła za jego przykładem. 
  Wuj Vernon pobladł. 
  - Chłopcze... Nie utrzymujesz z nim kontaktów, prawda? - spytał z nadzieją. 
  Harry uśmiechnął się. 
  - Dzisiaj rano dostałem od niego prezent urodzinowy - powiedział zadowolony. 
  - Och... To świetnie... - zająkał się wuj Vernon. - A co od niego dostałeś? 
  Harry wyszczerzył zęby. 
  - Zeszyt Zaklęć.
  - Ale nie możesz ich użyć? Prawda? - upewnił się wuj Vernon.
  Harry wyciągnął różdżkę z kieszeni.
  - Ministerstwo i tak się nie dowie, że użyłem jakiejkolwiek magii - powiedział z satysfakcją wpatrując się w bladą twarz wuja Vernona. 
  - Eee... Chciałbyś mieć swoje rzeczy z powrotem? Eee... Harry? - spytał niepewnie wuj Vernon.
  - Jasne - Harry uśmiechnął się wesołoRano Harry zszedł na śniadanie z różdżką i Zeszytem Zaklęć w kieszeni. Dursley'owie siedzieli przed telewizorem w kuchni i jak zwykle zignorowali Harry'ego.

  Harry usiadł na sofie obok wuja Vernona i spojrzał na telewizor. Spiker właśnie informował o zbiegłym więźniu.
  - ... jeśli ktoś go zobaczy, proszę zadzwonić na policję. Prosimy także o zachowanie ostrożności...
  - O kim mówią? - spytał Harry, częstując się ciasteczkiem z miski stojącej na stole.
  Wuj Vernon spojrzał na niego.
  - O zbiegłym więźniu, Syriuszu Blacku - powiedział. 
  Harry zaksztusił się ciasteczkiem.
  - O kim?!
  - Nie przeszkadzaj - zganiła go ciotka Petunia, przysuwając się bliżej telewizora.
  - ... Minister Rolnictwa informuje, że... - powiedział spiker. 
  Wuj Vernon uderzył dłonią w stół.
  - Nie powiedzieliście, skąd ten Black uciekł! - krzyknął w stronę telewizora. 
  - Z Azkabanu - powiedział cicho Harry, sięgając po kolejne ciastko.
  Wuj, ciotka i Dudley spojrzeli na Harry'ego. 
  - Skąd? - spytała ciotka Petunia.
  - Z Azkabanu - powtórzył spokojnie Harry. - To takie więzienie czarodziejów. 
  Wuj Vernon spojrzał na siostrzeńca ze złością. 
  - Nie mów takich słów w moim domu! - wrzasnął. 
  Harry nie przejął się tym. Teraz, kiedy mógł używać magii, nie miał zamiaru słuchać się wuja.
  - Syriusz Black trafił do Azkabanu za morderstwo - kontynuował Harry, udając że nie usłyszał. - Był przyjacielem moich rodziców. 
  Dudley spojrzał na Harry'ego szeroko otwartymi oczami, a następnie pisnął i pobiegł do swojego pokoju. Ciotka Petunia zawachała się, ale poszła za jego przykładem. 
  Wuj Vernon pobladł. 
  - Chłopcze... Nie utrzymujesz z nim kontaktów, prawda? - spytał z nadzieją. 
  Harry uśmiechnął się. 
  - Dzisiaj rano dostałem od niego prezent urodzinowy - powiedział zadowolony. 
  - Och... To świetnie... - zająkał się wuj Vernon. - A co od niego dostałeś? 
  Harry wyszczerzył zęby. 
  - Zeszyt Zaklęć.
  - Ale nie możesz ich użyć? Prawda? - upewnił się wuj Vernon.
  Harry wyciągnął różdżkę z kieszeni.
  - Ministerstwo i tak się nie dowie, że użyłem jakiejkolwiek magii - powiedział z satysfakcją wpatrując się w bladą twarz wuja Vernona. 
  - Eee... Chciałbyś mieć swoje rzeczy z powrotem? Eee... Harry? - spytał niepewnie wuj Vernon.
  - Jasne - Harry uśmiechnął się wesoło. 
  Te wakacje zapowiadały się wspaniale.


☆★☆


Harry otworzył Zeszyt Zaklęć i przeczytał:


Levicorpus - zaklęcie unoszące w górę za kostki. Przeciwzaklęcie: Leveracorpus.  Wypróbować na Snape'ie.

Harry uśmiechnął się i pożałował, że nie widział wrednego nauczyciela Eliksirów w Hogwarcie wiszącego do góry nogami w powietrzu.
  Harry zakradł się po cichu do sypialni Dudley'a. Gdy jego kuzyn otworzył drzwi, Harry wymierzył w niego różdżką i wymamrotał:
  - Levicorpus.
  Dudley krzyknął, gdy jakaś niewidzialna siła uniosła go w górę za kostki.
  Harry z trudem powstrzymał śmiech, ale wyszeptał przeciwzaklęcie, a następnie szybko pobiegł do swojego pokoju.

  Usłyszał dobiegające z sypialni Dudley’a krzyki, a następnie kroki zmierzające do jego pokoju.
  Wuj Vernon otworzył drzwi. Jego twarz była purpurowa z gniewu.
  - COŚ TY ZROBIŁ DUDLEY’OWI?! – ryknął na przywitanie.
  Harry pomyślał, że może dokuczanie kuzynowi nie było najlepszym pomysłem.
  - To tylko proste zaklęcie, nic mu się nie stało – próbował się tłumaczyć.
  - WYNOŚ SIĘ Z MOJEGO DOMU I JUŻ TU NIE WRACAJ!!!
  I w ten sposób Harry Potter znalazł się sam z ciężkim kufrem na ulicym Privet Drive.

wtorek, 17 lutego 2015

2. Urodziny


Harry’ego obudziło głośne pukanie do jego okna. Nałożył na nos okulary, przewrócił się na bok i jęknął. Była pierwsza w nocy, trzydziestego pierwszego lipca. Harry nie obudził się tak wcześnie od czasu... Ej, chwila. Trzydziestego pierwszego lipca!
  Harry spojrzał na kalendarz i uderzył się  dłonią w czoło. No tak... Trzydziesty pierwszy lipca, jego urodziny! Jak mógł zapomnieć!
  Usłyszał ponowne dobijanie się do okna. Spojrzał w tamtym kierunku i z wrażenia aż usiadł na łóżku. Za oknem wznosiło się w powietrzu pięć sów. Harry natychmiast rzucił się do okna i je otworzył, a następnie padł na ziemię, gdy nad jego głową przeleciały sowy, które następnie usiadły na jego łóżku.
  Pierwszą z nich był Errol, stara sowa należąca do rodziny Weasley’ów, z której pochodził najlepszy przyjaciel chłopca - Ron. Harry odpiął od jego nogi list i małą paczuszkę, a następnie odniósł nieprzytomnego Errola do klatki sowy śnieżnej Harry’ego, Hedwigi. Wtedy chłopiec zajął się listem i dziwną paczką.
  Gdy otworzył kopertę, wypadła z niej kartka wyrwana z gazety czarodziejów, Proroka Codziennego. Harry przeczytał ją i uśmiechnął się. Artykuł mówił, że Weasley’owie wygrali 700 galeonów – złotych pieniędzy czarodziejów – i wyjechali na wakacje do Egiptu. Harry uznał, że kto jak kto, ale Weasley’owie zasługują na taką nagrodę. Wyobrażał sobie, że Ron bardzo się ucieszył, jako że Weasley’owie nie byli bogaci.
  W kopercie Harry znalazł także list od swojego przyjaciela. Ron życzył Harry’emu wszystkiego najlepszego z okazji jego urodzin oraz informował, że w paczuszcze znajduje się fałszoskop – urządzenie do wychwytywania kłamstw.
  Kolejną sową była Hedwiga – sowa Harry’ego. Przynosiła list odprzyjaciółki Harry’ego z Hogwartu – Hermiony Granger. Gdy Harry otworzył prezent od niej, oczy otwarły mu się szeroko i prawie upuścił prezent. Zestaw do konserwacji mioteł! Jeśli było coś, za czym Harry tęsknił bardziej od przyjaciół, był tym quidditch – najpopularniejszy sport czarodziejów grany na miotłach.
  Kolejnej sowy Harry nie znał, lecz z łatwością rozpoznał pismo Hagrida, gajowego w Hogwarcie i przyjaciela chłopca. Jej pochodzenie wyjaśnił drugi list, wysłany z Hogwartu, zawierający listę książek na następny rok.
  Pozostały jeszcze dwie sowy. Te Harry znał bardzo dobrze. Były środkiem jego korespondencji przez całe wakacje i Dursley’owie, mugole (niemagiczni ludzie), z którymi mieszkał, mu na to pozwalali tylko dlatego, iż bali się, że w przeciwnym razie właściciele sów przyjdą i zamienią ich w osty.
  Pierwsza miała czarne upierzenie i była niezwykle poważna. Nazywała się Walburga, i, jak mówił jej właściciel, rzeczywiście przypominała prawdziwą Walburgę Black. Harry wziął od niej kopertę, a sowa bezszelestnie wyleciała przez okno w ciemną noc.
  Harry otworzył list.

Drogi Harry,
mam dla Ciebie wspaniałe wieści. Uciekłem z Azkabanu i jestem obecnie u Twoich rodziców w Dolinie Godryka.
  Jako prezent urodzinowy przesyłam Ci Zeszyt Zaklęć. Pisaliśmy go z Jamesem jeszcze gdy byliśmy w Hogwarcie i zawiera on przydatne zaklęcia. Tylko postaraj się, żeby żaden nauczyciel nie zobaczył Zeszytu, bo może uznać, żę te zaklęcia są niebezpieczne, a Ty dostaniesz szlaban.
Miłego rozrabiania
Syriusz

Harry wyciągnął z koperty zeszyt w niebieskiej okładce. Złotymi literami było na nim napisane: Zeszyt Zaklęć.
  Harry otworzył Zeszyt na pierwszej stronie i przeczytał:

Panowie Rogacz i Łapa prezentują:
Zeszyt Zaklęć

Na następnej stronie było napisane:

Occumagica – zaklęcie powodujące, że Ministerstwo nie dowie się o zaklęciach wykonanych tą różdżką, tak jak nie dowie się o użyciu Occumagica.

Harry zawahał się. Mógłby spróbować... Chociaż już otrzymał list z Ministerstwa Magii, mówiący, że jeśli znów dowiedzą się o użyciu magii na Privet Drive 4, zostanie wyrzucony z Hogwartu... Ale może jednak mu wyjdzie i będzie mógł używać zaklęcia poza Hogwartem, a Ministerstwo się o tym nie dowie...
  Harry wyciągnął różdżkę i, wiedząc, że będzie miał przez to kłopoty, wyszeptał:
  - Occumagica!
  Z jego różdżki wydobyła się srebrna mgła, która otoczyła ją, a następnie zniknęła. I tyle.
  Harry wstrzymał oddech, oczekując listu z Ministerstwa Magii, jednak gdy nic się nie wydarzyło, chłopiec zaczął mieć nadzieję, że jednak to zaklęcie zadziałało.
  Po chwili wachania Harry uniósł zeszyt w powietrze prostym zaklęciem, a następnie odczekał kilka minut, jednak sowa z Ministerstwa nie przylatywała. Zaklęcie zadziałało!
  - Dzięki, Syriusz – wyszeptał Harry.
  Chłopiec podszedł do ostatniej sowy i wziął od niej kopertę. Gdy ją otworzył, ze środka wypadł list i stary kawałek pergaminu.

Harry, piszę krótko, bo Lily już jest zła, że jej kartkę wyrwałem i nie zdążyła nic napisać, a jeszcze nie wie, co Ci w prezencie przesyłam... Ten stary pergamin to Mapa Huncwotów. Pokazuje cały Hogwart, wszystkie osoby, które się w nim znajdują i różne tajne przejścia. Pokazuje się, gdy dotkniesz jej różdżką i powiesz: Uroczyście przysięgam, że nie planuję nic dobrego, a chowa z powrotem, gdy powiesz: Koniec psot.
Miłego łobuzowania,
James

Harry sięgnął po pergamin, dotknął go różdżką i wymamrotał:
  - Uroczyście przysięgam, że nie planuję nic dobrego.
  Na pergaminie zaczęły się pojawiać plamy atramentu:



Harry otworzył mapę. W środku zobaczył mapę całego Hogwartu, z przejściami, których nigdy wcześniej nie widział, a małe kropki pokazywały wszystkie osoby w Hogwarcie.
  - Łał – wyszeptał Harry z zachwytem. – Koniec psot.

  Tej nocy Harry już nie zasnął.

niedziela, 15 lutego 2015

1. Tajemnica Blacka

Hagrid wiedział, że był niewinny, ale Ministeratwa Magii nie zdołał przekonać.
  Został posądzony o otwarcie Komnaty Tajemnic, a tego z pewnością nie mógłby zrobić, między innymi dlatego, że nie wiedział nawet, gdzie ona jest. Ale Lucjusza Malfoy’a to nie wzruszało, a on miał Ministerstwo w kieszeni.
  Tak więc Hagrida umieszczono w Azkabanie, nie zważając na jego protesty i uporczywe zapewnienia Albusa Dumbledore’a o jego niewinności. Wielki człowiek, tan Dumbledore.
  - Hagrid? Co ty tu robisz?
  Półolbrzym odwrócił się na dźwięk swojego imienia. Celę obok znajdował się...
  - Black – warknął Hagrid.
  Syriusz Black uniósł ręce w górę.
  - Hej, Hagrid, nie posądzaj mnie tak od razu o coś, czego nie zrobiłem – zaprotestował.
  - ZDRADZIŁEŚ JAMESA I LILY POTTERÓW! – ryknął Hagrid.
  Syriusz westchnął.
  - Możesz trochę ciszej? – poprosił. – Dementorzy ogłuchną. Chociaż nie, oni chyba tego nie potrzebują, bo już są głusi.
  - Zabiłeś Jamesa i Lily! – powtórzył nieco ciszej Hagrid.
  Syriusz westchnął ponownie.
  - Tak, nie i wręcz przeciwnie – odparł spokojnie.
  Hagrid zmarszczył brwi.
  - Cooo...?
  - Tak, bo przekonałem ich do zmiany Strażnika Tajemnicy – wyjaśnił. – Uznałem, że to całkiem dobry plan, że w ten sposób Voldemort – Hagrid wzdrygnął się na dźwięk tego imienia – będzie szukał złej osoby, czyli mnie, chociaż to nie ja mogłem mu powiedzieć, gdzie James i Lily się ukrywali. Ale nie przewidziałem, że Pettigrew jest śmierciożercą.
  Hagrid spojrzał na niego zaskoczony.
  - Chwilunia... Pettigrew?
  Syriusz skrzywił się.
  - Taa... Pettigrew – powtórzył. – Nikomu o tym nie mówiliśmy. Baliśmy się, zę Voldemort jednak w jakiś sposób się może dowie.
  Zapadła milczenie.
  - A... – powiedział w końcu Hagrid. – Dlaczego nie i wręcz przeciwnie?
  Syriusz wyszczerzył do niego zęby przez kraty.
  - Teraz przechodzimy do wesołej części historii – powiedział. – Nie, bo nie zabiłem ich tak, jak większość sądzi. A wręcz przeciwnie... Hagrid, jakie jest przeciwieństwo śmierci?
  - Noo... Życie – odparł niepewnie Hagrid.
  Syriusz przytaknął.
  - Dokładnie.
  Jakaś myśl zaświtała w głowie Hagrida. Ale to niemożliwe... Nikt, nawet James i Syriusz, nie mogliby...
  - Jakieś pomysły? – spytał Black, jakby czytał Hagridowi w myślach.
  - Syriusz... – zawahał się Hagrid. – Czy wyście przypadkiem jakiego zaklęcia nie wymyślali?
  Black wyszczerzył zęby.
  - Wymyśliliśmy – powiedział.
  - A... to zaklęcie... Na czym ono polegało?
  - Pogramy w Trzy Dowolne Pytania? – oczy Syriusza błyszczały rozbawieniem. – Ja pierwszy. Dlaczego cię tu wsadzili?
  Hagrid zawahał się. Nie miał ochoty teraz wszystkiego opowiadać, ale jednocześnie chciał poznać odpowiedzi na dręczące go pytania.
  - W Hogwarcie została otwarta Komnata Tajemnic – przyznał w końcu niechętnie. – Ministerstwo Magii oskarżyło mnie o jej otwarcie... Co cię tak śmiszy?
  Syriusz zanosił się śmiechem.
  - Ciebie? – powiedział, gdy w końcu się uspokoił. – Ale jak ty mogłeś otworzyć Komnatę Tajemnic?
  - Nie zrobiłem tego – żachnął się Hagrid. – Ale pięćdziesiąt lat temu mnie wyrzucono właśnie dlatego, że taki chłopak oskarżył mnie o otwarcie Komnaty po raz pierwszy.
  Syriusz zagwizdał.
  - Czyli jednak James miał rację co do tego – powiedział. – Oskarżyli cię pewnie z powodu tego wielkiego pająka w Zakazanym Lesie?
  - Taa.. Ej, chwilunia, skąd wiesz o Aragogu?
  Syriusz uśmiechnął się.
  - Naprawdę, Hagrid, sądziłeś, że coś w Hogwarcie umknie naszej uwagi?
   - Noo...
  - James wyszukał potem informację o wielkim pająku w Hogwarcie, no i okazało się, że ten dokładnie pająk, zwany Aragogiem, został posądzony o bycie potworem z Komnaty Tajemnic... No, nieważne. Twoja kolej na pytanie.
  Hagrid zawachał się. O co mógłby zapytać Syriusza, by uzyskać zadowalającą odpowiedź? W końcu zdecydował się jednak na pytanie, które zadał na początku.
  - Jakie zaklęcie wymyśliliście z Jamesem?
  Syriusz uśmiechnął się.
  - Rozumiem, że muszę odpowiedzieć? – upewnił się, a Hagrid pokiwał głową. – No dobrze... Chociaż wolałbym, żebyś ty zgadywał... Byłoby ciekawiej...
  - Możesz po prostu powiedzieć, co to za zaklęcie i nie przedłużać tego? – zniecierpliwił się Hagrid.
  - No dobrze, dobrze – westchnał Syriusz. – Wymyśliliśmy Zaklęcie Życia.

★•★•★•★•★

Hermiona Granger nie pamiętała nic od czasu, kiedy w lusterku zobaczyła straszliwe oczy bazyliszka, jednak jej przyjaciele – Ron Weasley i Harry Potter – szybko uzupełnili braki w jej niewiedzy.
  Hagrid na szczęście został uniewinniony i wrócił do Hogwartu przed końcem roku szkolnego. Na początku z chęcią wysłuchał ich opowieści, a potem z bardzo tajemniczą miną oznajmił, że musi coś przekazać Harry’emu na osobności. Wtedy Ron i Hermiona opuścili jego chatkę, a dziewczyna miała problem z powstrzymaniem kolegi przed podsłuchiwaniem.
  Nie wiedziała, o czym Harry i Hagrid rozmawiają, lecz gdyby wiedziała, sama chętnie by podsłuchała.

  - Harry – powiedział Hagrid Harry’emu. – Twoi rodzice żyją.

środa, 11 lutego 2015

Prolog

Syriusz wiedział, że coś się stało, gdy tylko zobaczył, że Glizdona nie ma.
  Przyszedł upewnić się, żę Peter nadal jest bezpieczny, a co za tym idzie: czy James i Lily są nadal żywi. Pettigrew jako jedyny mógł podać komuś innemu miejsce, w którym ukrywali się Potterowie, a według Albusa Dumbledore'a, Voldemort chętnie by się o tym dowiedział.
 Ale Glizdona nigdzie nie było. Syriusz zaniepokoił się. Co jeśli Voldemort dowiedział się, kto naprawdę jest Strażnikiem Tajemnicy? Co jeśli...?
  Jednak coś się nie zgadzało. Gdyby Peter został zabrany przez śmierciożerców, z pewnością zostałyby jakieś ślady walki. Chyba że...
  Pełen złych przeczuć, Syriusz deportował się do Doliny Godryka - miejsca ukrycia Jamesa i Lily, mając nadzieję, że się myli. Jednak kiedy tylko zobaczył ruiny ich domu, ta nadzieja znikła.
  Pettigrew był śmierciożercą.
  Pettigrew zdradził.